2 Obserwatorzy
21 Obserwuję
marczewek

marczewek

Dzień zero

Dzień zero - David Baldacci Baldacci przez długie lata był na łamach książek wydawanych w naszym kraju opisywany jako rywal Johna Grishama. Ale porównywanie tych dwóch pisarzy jest tak samo trafne jak Koontza i Kinga. Może i obaj są prawnikami, ale tylko Grisham prawnicze książki pisze. Baldacci tego nie robi, i chyba robił nie będzie. Mimo że w ostatnich latach mocno się rozwinął, i zaczął trzaskać po kilka książek rocznie. Podziwiam pisarzy, którzy potrafią napisać nawet jedną, ale 2-3? To już jest jakaś prawdziwa masakra. Pomijam tu Cusslera czy Pattersona, którzy firmują swoim nazwiskiem wypociny innych, w efekcie czego mają co roku bibliografię o 6-10 książek szerszą. Dzień zero rozpoczyna kolejny już cykl, z przepastnej oferty tego ciekawego pisarza. Była para detektywów, Klub Wielbłądów, tajny agent rządowy. Tym razem głównym bohaterem został John Puller, agent CID, człowiek do zadań specjalnych. Na drugi rzut oka (po przeczytaniu książki) jest on podobny do Jacka Reachera. Jest równie oryginalny i też z pełnym przekonaniem pakuje się w przeróżne kłopoty. Sama akcja, fabuła i historia kapitalne. Książka trzyma cały czas w napięciu, jest trochę humoru, trochę ostrzejszej akcji, tam gdzie trzeba. Specjalistyczny język, obecny ze względu na fabułę, jest opisany przystępnym językiem. Jedynie do tłumaczenia i korekty można się przyczepić, bo miejscami błędy są iście szkolne. Nie wiem jak można wypuszczać książkę w takim stanie, ale to nie pierwszy raz u tego wydawcy, trzeba się do tego przyzwyczaić.